Współczesny styl życia, przewlekły stres, pośpiech oraz nieograniczony dostęp do wysoko przetworzonej żywności sprawiają, że coraz częściej tracimy kontakt z własną fizjologią. Jedzenie przestało pełnić wyłącznie funkcję czysto biologiczną – dostarczania paliwa niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dla wielu z nas stało się ono głównym regulatorem emocji, sposobem na radzenie sobie z trudnym dniem w pracy, formą nagrody, a niekiedy jedynym znanym sposobem na chwilowe uśmierzenie samotności czy nudy. Zjawisko to prowadzi do sytuacji, w której sięgamy po przekąski zupełnie bezrefleksyjnie, nie odczuwając fizycznej potrzeby spożycia posiłku. Jak zatem odróżnić prawdziwe zapotrzebowanie organizmu od impulsów płynących z naszej głowy?
Fizjologia kontra emocje: co tak naprawdę napędza Twój apetyt?
Aby skutecznie zmienić nawyki żywieniowe i budować dojrzałą relację z jedzeniem, w pierwszej kolejności należy zrozumieć różnicę między głodem fizycznym a potrzebą dyktowaną przez psychikę. Głód biologiczny pojawia się stopniowo. Często towarzyszą mu czytelne sygnały fizyczno-somatyczne: ssanie lub burczenie w żołądku, spadek koncentracji, lekkie rozdrażnienie czy powoli słabnący poziom energii. Co istotne, przy głodzie fizycznym jesteśmy elastyczni – po prostu chcemy zjeść wartościowy posiłek, który zaspokoi zapotrzebowanie na składniki odżywcze.
Zupelnie inaczej wygląda sytuacja, gdy do głosu dochodzi głód emocjonalny. Zjawisko to ma charakter nagły, wręcz natychmiastowy. Pojawia się pod wpływem konkretnego bodźca – nagłego stresu, poczucia przytłoczenia, sporym spadkiem nastroju czy nawet zwykłą nudą. Głód psychiczny nie akceptuje kompromisów; domaga się bardzo konkretnego produktu, najczęściej bogatego w cukry proste lub tłuszcze nasycone (jak czekolada, chipsy czy fast food). Co więcej, zaspokojenie głodu emocjonalnego rzadko przynosi długotrwałą ulgę. Zazwyczaj prowadzi do uczucia przejedzenia oraz natychmiastowego pojawienia się poczucia winy i wyrzutów sumienia.
Jak odzyskać kontakt z sygnałami z ciała?
Uwolnienie się od błędnego koła „zajadania” trudnych stanów wymaga praktyki i zatrzymania się w pędzie codzienności. Kluczem do sukcesu nie są kolejne rygorystyczne diety eliminacyjne czy nakazy i zakazy, lecz stopniowe wdrażanie zasad uważnego jedzenia (mindful eating). Chodzi o to, aby przed sięgnięciem po cokolwiek do jedzenia zadać sobie jedno krótkie pytanie: Co w tej chwili naprawdę czuję? Czy to fizyczny brak energii, czy próba ucieczki przed emocją?
Niezwykle pomocnym i praktycznym narzędziem w tym procesie jest skala głodu i sytości. To zazwyczaj kilkustopniowy schemat (często w skali od 1 do 10), który pozwala obiektywnie ocenić poziom nasycenia organizmu przed posiłkiem, w jego trakcie oraz po zakończeniu jedzenia. Dążenie do tego, by zasiadać do stołu na etapie umiarkowanego głodu (np. poziom 3-4), a kończyć posiłek przy lekkim, komfortowym nasyceniu (poziom 6-7), zapobiega zarówno epizodom gwałtownego objadania się, jak i nieprzyjemnemu uczuciu ciężkości.
Budowanie nowej relacji z jedzeniem
Odzyskanie świadomości własnego ciała to proces wymagający cierpliwości i wyrozumiałości dla samego siebie. Zamiast traktować jedzenie jak wroga lub jedyne źródło przyjemności, warto poszukać alternatywnych metod regulacji napięcia emocjonalnego – może to być krótki spacer, rozmowa z bliską osobą, praca z oddechem czy powrót do dawnego hobby. Nauczanie się prawidłowego odczytywania sygnałów wysyłanych przez własny organizm to najlepsza inwestycja w długofalowe zdrowie psychiczne i fizyczne.
